I mecz Turów - Śląsk: bezsilni

27 kwiecień, 2008

Śląsk Wrocław przegrał pierwsze półfinałowe spotkanie 67:56 po fatalnej III kwarcie. Wrocławianie wypadli conajmniej tragicznie w tym spotkaniu, pokazując, że są zupełnie nieprzygotowani do konfrontacji z tak silnym rywalem. Wyłączeni z gry Atkins i Robinson, oraz okropna nieskuteczność Homana i Stevicia spowodowała, że Trójkolorowi byli dziś zupełnie bezsilni. Z kolei ilość zbiórek Śląska w drugiej połowie meczu wywołuje pytanie - “co to miało być?” Tam, gdzie Wrocław miał pokazać swoją siłę - na deskach - pokazał wielką słabość.

Nie było niespodzianki. Faworyci tej półfinałowej rywalizacji - Turów Zgorzelec okazali się być o klasę lepsi od swoich rywali zza miedzy. Wrocławianie jechali do Zgorzelca nie wiedząc, czego mają się spodziewać. Podstawowi koszykarze Zielono-Czarnych - David Logan i Robert Witka zmagali się ostatnimi czasy z urazami. Ich absencja z pewnością mogła poważnie wpłynąć na siłę ekipy z przygranicznego miasteczka. Ale absencji nie było, bo obaj wybiegli dziś na parkiet zdobywając łącznie 18 punktów. Ponadto, Witka zapisał na swoim koncie najwięcej zbiórek ze wszystkich graczy, bo aż 10.

Początek meczu miał dość zaskakujący przebieg. Wysocy gracze Trójkolorowych prezentowali się przeciętnie, ale Robinson i Atkins na tyle dobrze prowadzili grę, że po pierwszych dziesięciu minutach goście wyszli na 7-punktowe prowadzenie 11:18. Wówczas trudno było ocenić, jak dalej potoczą się losy tego spotkania, bo Turów nieco zawodził.

Jak się później okazało, gospodarze w I kwarcie kumulowali chyba swoją energię, aby potem zgnieść ją podopiecznych Kurtinaitisa. W drugich dziesięciu minutach zgorzelczanie nawiązywali już bardzo wyrównaną walkę, a pod koniec pierwszej połowy ostatecznie uformowali swoje szyki, których potem Śląsk już nie rozbił. Wrocławianie przestali trafiać, co było głównie zasługą znakomitej defensywy Turowa. Trener Filipovski postawił na wysoką, agresywną obronę, ze szczególną koncentracją przy obwodowych liderach przeciwnika - Atkinsie i Robinsonie. To zaowocowało wygraną drugiej odsłony meczu aż 25:15. Na przerwę goście schodzili więc z 3-punktową stratą nie wiedząc jeszcze, że za chwilę przeciwnik wyłoży im prawdziwą lekcję koszykówki.

W kwarcie nr 3 obaj półfinaliści zdobyli razem tylko 20 punktów, ale nie bez powodu. Śląsk w swojej grze zmienił niewiele, żeby nie powiedzieć “nic”. Zielono-Biało-Czerwoni bronili się kombinowaną defensywą licząc, że strzelecka niemoc z poprzedniej kwarty to tylko chwilowa przypadłość. Okazało się to nie być prawdą, bo zespół Filipovskiego tak zażarcie chronił swój kosz od rzutów wrocławian, że ci przez 10 minut zapisali na swoim koncie jedynie 5 punktów. Turów całkowicie zamknął Śląskowi drogę do kosza, a przy tak ogromnej indolencji rzutowej (Tomczyk z czystej pozycji nie trafia “trójki”) nie sposób jest gonić dobrze zorganizowanego rywala. Gospodarze w tej części spotkania “ućkali” tylko trzy razy tyle, co Trójkolorowi, ale to zbudowało wygodną przewagę, której zgorzelecka ekipa już nie oddała.

Na ostatni etap gry trzeba było wyjść i rzucać, a więc trudno się dziwić, że znowu w szeregi drużyny Kurtinatisa wdarła się desperacja. Atkins rzucał skąd mógł, ale niewiele trafiał, a Robinson tak szybko chciał wedrzeć się pod kosz, że piłka notorycznie wylatywała mu z rąk. Śląsk walczył, jak mógł, ale niezwykła ułomność w walce o zbiórki podcinała Atkinsowi i reszcie skrzydła. Goście ostatnią odsłonę wygrali 16:18, ale chyba tylko dlatego, że Filipovski pozwolił, aby jego zespół zredukował bieg.

Co było główną przyczyną porażki? To chyba nie tajemnica. Przed spotkaniem szans Śląska upatrywano szczególnie wśród dwóch wrocławskich “wież” - Homana i Stevicia. Ten pierwszy wypadł najgorzej z całej drużyny zdobywając 7 punktów na 30% skuteczności z gry. Stević? 11 punktów, drugi wynik w drużynie, skuteczność z gry najwyższa w całym Śląsku - 50%. Pytanie - co z tego, skoro więcej zbiórek niż on (5) miał Dominik Tomczyk (7), który już ledwo odbija się od ziemi? Poza tym cała siła Duetu amerykańsko-serbskiego tkwi w ich współpracy, a przy niedyspozycyjności Homana Stević traci bardzo wiele. Poza tym “trójek” wrocławianie rzucili zaledwie cztery. W ostatnim zwycięskim meczu ze Stalą było ich dwanaście (sam Atkins rzucił pięć). No i zabrakło Martina, chociaż wszedł już na boisko, ale nie trafił ani jednego rzutu.

Kolejny mecz - w Zgorzelcu, we wtorek o godz. 18:30. Zachęcamy do czytania ŚLĄSK PRESS

PGE Turów Zgorzelec - ASCO Śląsk Wrocław 67:56

(11:18, 25:15, 15:5, 16:18)

Punkty dla Turowa: Kelati 15 (2×3), Logan 10 (2), Drobnjak 9, Witka 8 (2), Kitzinger 8, Rodriguez 7 (1), Scekic 5, Ljubotina 5, Petrović 0

Punkty dla Śląska: Atkins 13 (2), Robinson 13 (1), Stević 11, Homan 7, Kiausas 5, Tomczyk 4, Diduszko 3 (1), Martin 0, Mróz 0

Entry Filed under: Newsy. Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .

2 Comments Add your own

  • 1. Kinga  |  27 kwiecień, 2008 at 6:34 pm

    Bo Turów jest najlepszy :)

  • 2. kantor  |  29 kwiecień, 2008 at 7:20 przed południem

    let’s go Turow!!! let’s go!!! xD

Leave a Comment

hidden

Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


Kategorie

Najpopularniejsze wpisy

Współpracujemy z

Partnerzy

Blogi koszykarskie