“Atkins ma trudny charakter” - komentarze
9 kwiecień, 2008

Amerykański rozgrywający Śląska - Rashid Atkins niedawno po raz kolejny wywołał kontrowersje wokół swojej osoby. W finale Pucharu Polski, w decydujących momentach spotkania, wypalił kilka niecelnych trójek, o które wiele kibiców ma do niego pretensje. Gazeta Wrocławska postanowiła napisać o tym krótki artykuł, a my jego ciekawsze części skomentowaliśmy.
Wyżej wspomniany tekst można przeczytać TUTAJ.
Lektura zaczyna się od pamiętnego “zaginięcia” Atkinsa w jego ojczyźnie. Potem następuje nawiązanie do tego, że filadelfijczyk to bardzo chimeryczny zawodnik, który raz gra bez opamiętania, a raz niosąc zespół, jak na skrzydłach, przez cały mecz. To nawiązanie, to raczej porównanie postawy rozgrywającego z drugiego meczu z Prokomem Trefl Sopot z rundy zasadniczej i z meczu finałowego PP.
Cytując Michała Lizaka:
W finale Pucharu Polski Amerykanin liczył chyba na powtórkę (z meczu z rundy zasadniczej - dop.red.) - zależało mu zwłaszcza na upokorzeniu Mustafy Shakura (jego następcy na pozycji rozgrywającego Prokomu Trefla), którego próbował ośmieszyć agresywnym kryciem, polując na przechwyt. Skończyło się to szybkimi faulami…
My chcielibyśmy odrobinę odciążyć czarnoskórego koszykarza od zarzutów “wystrzeliwanych” w jego stronę. Niewątpliwie mecz z sopocianami w rozgrywkach pucharowych był tym gorszym w jego wykonaniu. Ale czy Atkins rzeczywiście chciał coś udowodnić? Czy grał pod publiczkę myśląc o swoich statystykach? I o jakiej konkretnie “powtórce” pisze Michał Lizak?
Przypomnijmy więc statystyki zawodnika z obu meczów:
Runda zasadnicza: 28 minut, 15 punktów, 12 asyst, 9 przechwytów, 0 strat - najlepszy mecz w sezonie
Puchar Polski: 29 minut, 10 punktów, 3 asysty, 1 przechwyt, 6 strat
Statystyki są rzeczywiście dużo gorsze, tym bardziej, że na parkiecie spędził więcej czasu niż w swoim świetnym występie. Ale za pierwszym razem zagrał świetnie niekoniecznie dlatego, że chciał coś komuś udowodnić. Czytamy o próbach upokorzenia Shakura, jako następcy Atkinsa w nadmorskim klubie. A przecież następcą wrocławskiego playmakera w Sopocie był Travis Best, który z Żółto-Czarnymi już kilka miesięcy temu się pożegnał. Poza tym, Prokom ma w kadrze też kilka innych “jedynek”. Ponadto, Atkins sam w sobie jest zawodnikiem o niestabilnej formie, a przed spotkaniem finałowym wiele mówiło się o jego chorobie. Jak pisze Michał Lizak - “gorączka nagle przed meczem ustąpiła” - ale jednak koszykarz ten cały czas zmaga się z jakimiś problemami zdrowotnymi. Wisienką na torcie jest ostatni pojedynek Śląska i Prokomu w stolicy Dolnego Śląska. To przecież nie było tak, że Atkins postanowił, że wszystkim pokaże, jakim świetnym jest graczem i rozgrywa swój pojedynek sezonu. Wtedy Rashid miał za sobą 3 tysiące kibiców i trudną sytuację kadrową rywala. Przypomnijmy, że wtedy Shakura w składzie przyjezdnych nie było, a w pierwszej piątce, na pozycji rozgrywającego, wyszedł Milicić, który nie gra teraz lepiej od Dawana Robinsona i jest charakterystycznym dla Prokomu zakupem spod znaku “dobry, bo drogi”. Wtedy również wspomniany Chorwat miał do pomocy takich “asów”, jak Simonasa Serapinasa (2 minuty na boisku) oraz Christosa Harissisa (nie pojawił się w ogóle na parkiecie). W związku z czym rozdawaniem podań zajmował się wtedy głównie Slanina, którego rola w zespole jest zasadniczo inna. To pozwala wnioskować, że tamtego dnia Atkins miał wolne pole do popisu i po prostu je wykorzystał, a zamiast nazywać to “udawadnieniem czegoś rywalowi”, damy temu tytuł “dodatkowe umotywowanie”. Dlaczego? Dlatego, że gdy koszykarz chce się na siłę pokazać, to nie notuje na swoim koncie 12 asyst, tylko raczej 12% skuteczności z gry.
I właśnie w tym miejscu chcemy zwrócić uwagę na różnicę w “Atkinsach” - tego z rundy zasadniczej i tego z PP. Naszym zdaniem, w finale Amerykanin po prostu nie miał dnia. Gdyby jego niska forma wynikała z chorych ambicji, to dzień wcześniej z Turowem powinien był zagrać zawody na swoim, wysokim poziomie. Zagrał? Nie zagrał:
Mecz z PGE Turowem: 35 minut, 7 punktów, 6 asyst, 3 przechwyty, 2 straty
Skuteczność: za 1 - 50%, za 2 - 14%, za 3 - 0%.
To nie ten filadelfijczyk, którego znamy. Dlaczego więc nagle, następnego dnia, miałoby następować olśnienie i niezwykła zwyżka formy? Nie było ku temu powodów, a Rashid prawdopodobnie znów grał z chorobą. “No dobra” - powiedzą niektórzy - “ale po co w takim razie wystrzeliwał te niecelne “trójki”, jak armata, skoro był chory?” Tu, naszym zdaniem, wchodzą w grę kwestie taktyczne. Przyjrzyjmy się statystykom całego zespołu Śląska, pod kątem rzuconych punktów zza linii 6,25. Łącznie 6 “trójek” i pięciu strzelców, bo Atkins trafił dwie. O wyniku spotkania w Sopocie ktoś musiał przesądzić, a wobec twardej defensywy gospodarzy pod koszem - pozostawały rzuty z dystansu. Trudno, aby Kurtinaitis postawił w tym momencie na Mroza, Chanasa, Giedraitisa czy Robinsona. Pierwsi trzej zawodnicy oddają rzuty raczej z gry pozycyjnej, Robinson zaś w ogóle boi się wychodzenia daleko od kosza i jego celny rzut za trzy w tym spotkaniu, to raczej wynik desperacji wrocławian przy zwartych szykach obronnych rywala. W szalonych “trójkach”, w zespole wrocławskim specjalizują się właśnie Atkins i nieobecny na turnieju Martin, dlatego można sądzić, że litewski szkoleniowiec powiedział po prostu “Rashid - rzucaj”. Wcale tak nie musiało być, ale nam nie chce się wierzyć w skrajną niesubordynację Amerykanina na parkiecie. Po prostu mu nie szło.
Na koniec chcielibyśmy jeszcze raz zacytować redaktora Lizaka:
Gdy trener wrocławian Rimas Kurtinaitis na moment zdjął go (Atkinsa - dop.red.) z parkietu, ten urządził mu przy ławce prawdziwa scenę złosci, odmawiając siedzenia wśród rezerwowych.
Niedawno Michał Pacuda napisał, jak wiele uwagi przywiązuje przyglądaniu się transmisji z meczów. Wspomniał o tym, że Polacy mają jakiś nawyk pokazywania nie tego co trzeba i w złym momencie - np. sędziów, którzy w rzeczywistości powinni pozostać “niewidzialni” dla kamery. Tymczasem skupić się powinno na zachowaniu poszczególnych zawodników. Pominę już fakt, że Polsat Sport przy transmitowaniu każdego meczu DBE ma jakiś problem techniczny. Chodzi o to, że czasami czyta się takie wzmianki o wzburzeniu, protestach, kłótniach na boisku i przy ławce rezerwowych, a telewizja nigdy tego nie pokazuje. A polska koszykówka nadal upada..
Entry Filed under: Publicystyka. Tagi: artykuł, basket basketball, dbe, informacje, inne, koszykowka, michał lizak, Newsy, prokom trefl sopot, puchar polski, rashid atkins, runda zasadnicza, sport, tekst, wiadomości, śląsk wrocław.


Leave a Comment
Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed